Nie wiń ludzi za to, że chcą normalnie żyć! To kwarantanna, a nie żałoba

Temat na dziś: koronawirus a praca. Czy – bardziej dosadnie – biznes w czasach zarazy. Żeby jednak nie teoretyzować, zacznijmy od kilku przykładów. Oto Ola Budzyńska, znana też jako Pani Swojego Czasu, serią grafik zapowiedziała start swojej nowej kolekcji do planowania. Kolekcji – jak się okazuje – fatalnej, bo utrzymanej w radosnych, pastelowych barwach. Dostała za to burę, bo przecież „słodkie i wesołe grafiki nie są stosowne w obecnej sytuacji”.

W tym samym mniej więcej czasie Monika Ciesielska, znana też jako Dr Lifestyle, w nawiązaniu do tego, że przepadły jej wakacje na Filipinach, miała czelność tańczyć na stories na tle domowych roślin. Odzew? Ten sam. Bo przecież „to nie czas i miejsce na różowe okulary i śmiechy chichy”.

Więc ja mam jedno pytanie: czy my mamy już jakąś żałobę narodową? Czy póki co tylko kwarantannę?

Serio, jestem ostatnią osobą, która robiłaby sobie heheszki z koronawirusa. Przeciwnie! Na instagramowych stories chyba jako jedna z pierwszych opowiadałam Wam o swoim podejściu do tematu, a wczoraj zebrałam to w tekście na blogu. Ale czym innym jest trzymanie ręki na pulsie i stosowanie się do obecnych zaleceń i kwarantanny, a czym innym zarzucanie sobie worka pokutnego na plecy! Zwłaszcza, że – jak pokazują przykłady innych państw – najgorsze dopiero przed nami.


KORONAWIRUS A PRACA: WYPADA CZY NIE?

Sama od kilku dni zastanawiam się, co robić ze współpracami na blogu. Już w lutym zrezygnowałam z dobrze płatnej, ale wiążącej się z wyjazdem poza Polskę kampanii. Nie wiedziałam, jak to się wszystko potoczy, gdzie pojawią się kolejne ogniska zachorowań, a gdzie będzie w miarę bezpiecznie. Wiedziałam natomiast jedno – lotniska lepiej omijać szerokim łukiem. Nawet, jeśli Polska byłaby wtedy bezpieczna i leciałabym do bezpiecznego jeszcze kraju, to jakie mam szanse nie spotkać osoby z wirusem na lotnisku czy w samolocie? Sorry, ale w takich przypadkach wolę dmuchać na zimne.

W zeszłym tygodniu przesunęłam dwie kolejne współprace. Żadna z nich nie była w żaden sposób kontrowersyjna, ale uważam, że publikacja takich materiałów w tym właśnie czasie nie jest najlepszym pomysłem. I choć obie te akcje byłyby absolutnie fantastyczne, to na pewno żadna z nich nie wybrzmiałaby dobrze, realizowana w tym konkretnym czasie. Przede mną jeszcze trzy inne, planowane od dawna współprace. I tylko ja wiem, jak wielki miałam dylemat z tym, czy tu także nie poprosić o przełożenie.

Tylko widzicie. Styczeń jest zawsze mega słaby na blogach – a przynajmniej na moim. Co roku nie robię wtedy praktycznie żadnych kampanii i na zmianę cieszę się, że mogę odpocząć po intensywnym grudniu, i panikuję, czy to aby nie koniec moich zarobków. Zwykle odkuwam się w lutym, ale ten taki nie był. Propozycje przychodziły zupełnie nieinteresujące, a takie od zawsze odrzucam. Chyba nigdy o tym nie mówiłam, ale generalnie ok. 90 procent ofert nawet nie biorę pod uwagę. Efekt jest taki, że jest połowa marca, a ja miałam w tym roku na blogu bodajże dwie współprace. Marzec miał być za to świetny – same wychuchane i naprawdę fajne rzeczy. No ale przyszedł koronawirus i dopadło mnie pytanie, czy to w ogóle wypada? Pisać o produktach i markach, kiedy dopadła nas ta pandemia?


BIZNES W CZASACH ZARAZY

Ta decyzja nie była łatwa, ale stwierdziłam, że zamierzam żyć dalej normalnie. Nie jestem serwisem informacyjnym, nie mam obowiązku nadawać o koronawirusie 24h na dobę. Co więcej, sama robię się coraz bardziej zmęczona tematem i coraz więcej czasu poświęcam na książki, sprzątanie czy przeglądanie w necie zabawek. Zresztą, od podawania Wam aktualności w temacie wciąż mam przecież instastories (mój profil to @joannapachla – znajdziecie go pod tym linkiem). Na blogu chcę natomiast zupełnie innych treści. Zróżnicowanych, fajnych, lifestylowych – czyli takich, jak wcześniej. Zwyczajnie potrzebuję takiej odskoczni i idę o zakład, że Wy też jej albo już potrzebujecie, albo zaraz zaczniecie.

Drugi powód jest bardziej prozaiczny – ja też muszę zarabiać. Oczywiście, mamy z Pawłem oszczędności, które pozwalają nam nie martwić się o pieniądze już, teraz, natychmiast. Ale mamy też ogromny kredyt, który kilka lat temu wzięliśmy na mieszkanie. Mamy też małe dziecko. I oboje mamy własne firmy, które poza zyskami generują też koszta. Sam ZUS i reklamy na Facebooku to ponad 2 tys. zł miesięcznie, a na tym przecież nie koniec. Zakładając, że praktycznie nie zarabiałam przez cały styczeń i luty, ile tak jeszcze mogę? Zwłaszcza, że problem ma też Pawła branża.

Owszem, zajmuje się on głównie marketingiem w internecie, z tym jednak, że wyspecjalizował się w branży stomatologicznej.  Tej, której gabinety masowo zamykają się teraz do odwołania. Bo brakuje podstawowych narzędzi, takich jak maseczki dla dentystów i asystentek czy płyny do dezynfekcji. A także dlatego, że przerażeni sytuacją pacjenci sami odwołują wizyty. Wiecie, jak bardzo komfortowa jest dla nas ta sytuacja? Wcale. I to pomimo tego, że oboje pracujemy online, co wydawałoby się teraz najbardziej opłacalne.


JESTEM PRZERAŻONA, ALE NIE CHCĘ BYĆ DO TEGO SPŁUKANA

Z góry więc przepraszam tych, którzy wszystkimi współpracami poczują się urażeni, ale to po prostu jest nasza praca. Mamy dawno ustalone deadline’y, podpisane umowy, a w nich często też kary za niewywiązanie się z nich. Ale nawet, gdyby nie to – to przede wszystkim mamy prawo normalnie żyć i normalnie pracować. Wiem, że koronawirus namieszał w niejednym biznesie. Jako człowiek, bojący się zachorowania, cieszę się z decyzji rządu o zamknięciu kin, teatrów, restauracji czy galerii handlowych. Ale jako człowiek, który wie, co to znaczy zostać z dnia na dzień bez pracy – współczuję tym wszystkim ludziom ogromnie. Wiem, że niektórzy już podostawali zwolnienia. Inni niedługo dostaną. Mam świadomość tego, jak wiele małych firm zbankrutuje i ile czai się za tym ludzkich dramatów. Tylko widzicie. Dołączając do nich, nijak im nie pomogę. A dodatkowo zaszkodzę też własnej rodzinie i sobie.

Zresztą, o czym pisać, skoro koronawirus zdominował media? Moim zdaniem, o wszystkim. Jasne, nasze życie diametralnie się zmieniło, ale to nie jest apokalipsa zombie, tylko czas, który trzeba jakoś przeczekać. Czy przestaliście nagle czytać, sprzątać, kąpać się albo gotować? No nie. Czy przestały interesować Was absolutnie wszystkie tematy poza koronawirusem? Mam nadzieję, że też nie, bo biorąc pod uwagę, ile to jeszcze może potrwać, to w końcu oszalejecie. Bo właśnie – to wszystko się kiedyś skończy. Dlatego żyjmy na tyle normalnie, na ile się da. Wszyscy w końcu mamy swoje zobowiązania. Czy to, że ja z powodów etycznych zaprzestanę reklam na blogu sprawi, że nie będę musiała opłacić ZUS-u? Czy jak pójdę do apteki po leki, to farmaceutka powie mi, że dzisiaj na koszt firmy? I czy jak skończy mi się jedzenie, to ktoś mi je przyśle w prezencie? Obawiam się, że nie.


BĄDŹ JAK NEWTON, WYBIERZ MĄDRZE

Janina Bąk z bloga Janina Daily pięknie podsumowała to zresztą na pewnej grupie: „Myślę, że tak długo, jak nie organizujemy konkursu na wierszyk o koronawirusie albo „maseczka za lajk” to serio, każdy zarządza treściami tak jak chce”. Dlatego proszę Was: bądźcie wyrozumiali. Widziałam, jaki koszmar miała u siebie Marysia Pasek z bloga Oczekując, kiedy puściła tekst o McDonaldzie. Na nic zdały się zapewnienia, że zdjęcia robiła wcześniej. Ileś osób przyczepiło się, że jak ona w ogóle śmie. A już najbardziej rozwalił mnie komentarz o tym, że „jesteśmy teraz w trudnym momencie panującej pandemii i uważam, że zasługujemy na coś więcej niż wszechogarniające reklamy produktów”. Jak myślicie, ile podobnych głosów poszło w petycjach do redaktorów naczelnych gazet? Do prowadzących stacje telewizyjne? Idę o zakład, że zero. Po prostu bloger jest blisko, więc w niego można walić, ile wlezie. Tylko czy naprawdę ktoś czuje się po tym lepiej?

Paweł Tkaczyk z kolei opublikował u siebie taką piękną historię: „W 1665 roku z powodu epidemii dżumy zamknięto Cambridge, a studentów odesłano do domów. 23-letni Isaac Newton wrócił na farmę swojej matki i w czasie wolnym wynalazł rachunek różniczkowy”. Jaki z tego wniosek? Można zamknąć się w domu i nic nie robić. Można rozpaczać albo wykorzystać ten czas na rzeczy miłe i przyjemne. A można też zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Ale nie można mieć do nikogo pretensji, że nie leży krzyżem i nie chce przechodzić wyimaginowanej, narodowej żałoby.


Zdjęcie: Tola Piotrowska

13
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment authors
beriAgu AgulaIzaAsiakarolina Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Lidia
Gość
Lidia

W pełni popieram! To okropny czas, ale nie można ciągle rozmawiać tylko o koronawirusie. Jesteśmy zamknięci w domu, to obciąża psychicznie. Ja sama szukam odskoczni w internecie i chętnie poczytam o czymś zwyczajnym.

Karolina Esz
Gość
Karolina Esz

o widzisz, to ja coś czułam, że coś jest nie tak! że mało piszesz, że przerzuciłaś się na stories. daj już spokój z tą moralnością, rób swoje i nie patrz na ludzi! ludzie zawsze będą marudzić, zawsze!

Iza
Gość
Iza

Doskonale rozumiem, mój biznes padnie:-( prowadzę zajęcia dla małych dzieci. W czasach krysysu, gdzie ludzie będą wydawać pieniądze na najpotrzebniejsze rzeczy, spotkania ze mną będą raczej fanaberia:-( drugiej strony czuje niesmak kiedy gwiazdy kuszą kodami, rabatami jakichś bzdur. Ja przewijam, ale to mi daje weryfikację ci dla kogo ważne;-)