10 najgorszych rad, jakie słyszy chyba każda mama. Znasz je wszystkie?

Gdybym miała wymienić trzech największych wrogów każdej młodej mamy, byłyby to kolki, ząbkowanie i… dobre rady. I o ile kolki i ząbkowanie szczęśliwie co niektórych jeszcze omijają, o tyle przed dobrymi radami nie ma chyba ucieczki. Zanim się obejrzysz, słyszysz je z każdej strony. Od własnej mamy, siostry, koleżanki, teściowej, od siostry koleżanki teściowej, nawet od sąsiadki, która ostatni raz odezwała się do Ciebie przy okazji powodzi w 1997. No ale teraz jesteś matką. Teraz każdy lepiej od Ciebie wie, co jest dla Twojego dziecka najlepsze. I oczywiście nie omieszka się tym z Tobą podzielić. Nawet, jeśli powtarza przy tym kompletną nieprawdę i nawet, jeśli Ty wcale nie chcesz tego słuchać. I dziś przed Wami takie „dobre rady”, jakie słyszy chyba każda mama. Choć żadna z nas nigdy nie powinna.


Partnerem wpisu jest marka Lupilu – ich pieluszki, chusteczki i inne artykuły dla dzieci znajdziecie w sklepach sieci Lidl Polska. Sama polecałam Wam je już wiele razy, bo są naprawdę świetne. Ale czy wiedzieliście, że Lupilu wspiera także rodziców? Pod tym linkiem znajdziecie sporo ich wartościowych i pomocnych treści. A tutaj filmik, który powinna obejrzeć każda przyszła i obecna mama. Ostrzegam, grozi uronieniem łezki ;-)



NAJGORSZE RADY DLA MAMY?

MÓJ ABSOLUTNY TOP10:


1. NIE NOŚ, BO SIĘ PRZYZWYCZAI

I jeszcze poczuje się bezpieczne, kochane i dobrze zaopiekowane? No kto to widział! A tak zupełnie poważnie: to kiedy mam nosić to dziecko, jeśli nie teraz? Kiedy będę mu bardziej potrzebna? Kiedy oboje będziemy mogli nacieszyć się tą bliskością i czułością tak, żeby nikt nas z tego nie rozliczał? Przecież osiemnastolatka do matury na rękach tak nie poniosę. Poza tym nie da się przyzwyczaić dziecka do czegoś, do czego już od dawna jest przyzwyczajone. Bo czy jako mama nie nosiłam go w swoim brzuchu? Czy to noszenie i kołysanie to nie są rzeczy, które zna przecież najlepiej? No właśnie.


2. POPROŚ MĘŻA O POMOC

Halo, mąż to nie sąsiad! Jego się nie prosi o pomoc. On jest takim samym rodzicem, jak matka. Równy (w miarę możliwości) podział obowiązków przy dziecku jest potrzebny całej Waszej rodzinie. Tacie, żeby czuł się pełnoprawnym rodzicem i wszystko umiał przy dziecku zrobić. Tobie – żebyś miała też czas dla siebie. Oraz samemu dziecku, które potrzebuje obojga rodziców. Tato to nie jest ktoś, komu się tylko maluje laurki na 23 czerwca. Ojcem się nie bywa, ojcem się jest – dlatego od początku we wszystko należy go angażować. A zmiana pieluchy czy kołysanie do snu to nie jest też jakaś wiedza tajemna.


3. RÓBCIE DRUGIE. DZIECKO POTRZEBUJE RODZEŃSTWA!

Nie, nie potrzebuje. Ani do prawidłowego rozwoju, ani do pełni szczęścia. Rozumiem, że dziadkowie życzyliby sobie całej gromadki wnucząt, ale to są ich życzenia, które wcale nie muszą pokrywać się z Waszymi. A wiecie, jak to jest z tymi kolejnymi dziećmi, prawda? Macie jedynaka, to słyszycie, że potrzebuje rodzeństwa. Macie dwóch synów, to słyszycie, kiedy dziewczynka. Dwie córki? To kiedy chłopiec. Macie parkę? O, idealnie! To pewnie słyszeliście, że trzecie chowa się samo, więc zróbcie sobie też trzecie! Dlatego jest tylko jedna słuszna odpowiedź na pytanie, kiedy drugie. PO ZUPIE.


4. NIE NARZEKAJ, PÓŹNIEJ BĘDZIE GORZEJ

Albo: później to Ci się zacznie! Masz noworodka, który z powodu kolek ciągle płacze? Nie narzekaj, ząbkowanie to dopiero masakra! Narzekasz na ząbkowanie? Daj spokój, to zaraz minie, za to jak zacznie Ci łazić po domu i wspinać się na meble, to dopiero na tyłku nie usiądziesz! Twoje dziecko uczy się chodzić i faktycznie wszędzie go pełno? To nie są prawdziwe problemy, problemy to Ci się zaczną, jak pójdzie do szkoły! W końcu „małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot”. Czyli piękny sposób na to, żeby odebrać Ci prawo do zmęczenia i unieważnić te wszystkie rzeczy, które czujesz tu i teraz.


5. ZOSTAW, NIECH SIĘ WYPŁACZE

Czyli w wolnym tłumaczeniu: ignoruj jego potrzeby i emocje i pokaż mu, że nie ma tutaj na kogo liczyć. Wiecie, dlaczego dzieci w domach dziecka nie płaczą? Bo straciły nadzieję. Bo szybko nauczyły się, że na ich płacz i tak nikt nie zareaguje. Czy to naprawdę jest to, czego chcesz dla swojego dziecka? Od razu skończmy też z mitem, że małe dziecko za pomocą płaczu manipuluje rodzicem czy cokolwiek wymusza. Małe dzieci płaczą, bo to jedyna dostępna im forma komunikowania się z otoczeniem. Zignorowanie tego jest zwykłym okrucieństwem, a słynne zostawianie dzieci do „samowypłakania się” – próbą tresury.


6. ZADBAJ WRESZCIE O SIEBIE

Przez co zwykle rozumie się: uczesz się jakoś, pomaluj, ubierz się ładnie. No i zrzuć te kilogramy po ciąży, bo Cię chłop zostawi! Sęk w tym, że matka ma zwykle ważniejsze rzeczy na głowie, a doba nie jest z gumy i tego się nie rozciągnie. Oczywiście, dzieci są różne, ale zwykle wymagają one maksimum naszej uwagi i zaangażowania – zwłaszcza na początku. Co więcej, to absurd, że przez „zadbanie” wciąż rozumiemy tylko wygląd. Zadbana mama to przede wszystkim mama zdrowa, w miarę wyspana, najedzona, szczęśliwa. Taka, która najpierw pójdzie do fizjoterapeuty uroginekologicznego, a nie do fryzjera.


7. NIE BECZ, JESZCZE ZA TYM ZATĘSKNISZ

Nie pamiętasz, kiedy spałaś ciągiem więcej niż 1,5h? Męczą Was wspomniane kolki albo ząbkowanie? Wykańczają te wszystkie bunty i skoki rozwojowe? Albo zwyczajnie, jesteś już okrutnie wyczerpana, bo całe dnie i noce jesteś ze wszystkim sama? Otóż: masz do tego prawo. Masz prawo czuć się zła, zmęczona, samotna, rozczarowana czy sfrustrowana. Macierzyństwo to nie religia, nie musisz na ślepo czcić swojego dziecka. Możesz je kochać i o nie dbać, a jednocześnie mieć tego dosyć. A po latach tęskni się za wieloma rzeczami, ale raczej nie za tym, co doprowadzało Cię na skraj rozpaczy.


8. WYGOŃ DZIECKO Z SYPIALNI!

Bo przecież sypialnia jest dla rodziców! Szczerze? Też tak myślałam. A później zostałam mamą. I zrozumiałam, że wspólne spanie z dzieckiem to jedna z najwspanialszych rzeczy na świecie. Zanim ktoś powie, że to niebezpieczne: jeśli nie jesteś pod wpływem alkoholu, narkotyków czy silnych leków, to nie stanowisz zagrożenia dla własnego dziecka. A jeśli mimo wszystko boisz się SIDS, to pamiętaj, że dotyczy on dzieci do 1. roku życia. A korzyści ze wspólnego spania jest ogrom. Oczywiście, jeden rodzic przy dziecku będzie się wysypiał lepiej, inny gorzej – ale to już niech każdy wybiera, jak mu wygodnie.


9. OGARNIJ SIĘ, WSZYSTKO JEST KWESTIĄ ORGANIZACJI

Otóż: nie. Jedna z nas będzie miała do pomocy mamę, siostrę, teściową czy nianię. Druga będzie zdana tylko na siebie. Jedna ma męża na etacie, który codziennie po godz. 15 przejmuje dzieci, inna wychowuje dzieci kompletnie sama (nawet, jeśli teoretycznie ma w domu męża). Różnimy się. Dziećmi, ich i naszymi charakterami, możliwościami i potrzebami. Ale też wsparciem, jakie otrzymujemy. Jedna mama nie będzie się musiała nawet jakoś specjalnie starać, a Ty – choćbyś stanęła na rzęsach – nigdy nie będziesz tak świetnie zorganizowana. Ale to naprawdę nie jest Twoja wina i nie ma co się porównywać.


10. JA NA TWOIM MIEJSCU…

Karmisz piersią? Uuu, przecież to już jest sama woda, ja na Twoim miejscu dokarmiałabym go mieszanką! Karmisz mieszanką? Przecież to sama chemia, ja bym nigdy nie podała tego własnemu dziecku! Nie wracasz do pracy po macierzyńskim? Matko, ja bym tak nie umiała, to teraz mąż będzie Cię utrzymywał? A może wracasz do pracy po macierzyńskim? Ja na Twoim miejscu bym się jeszcze wstrzymała, przecież czasu nie cofniesz, a praca nie jest najważniejsza. I tak dalej, i tak dalej – bo tak jest z absolutnie wszystkim, co robisz. Na każde możliwe działanie znajdzie się „dobra rada”, która je podważa.


JAK REAGOWAĆ NA WSZYSTKIE DOBRE RADY?

Jest wiele powodów, dla których ludzie zarzucają Cię takimi radami. Może ta osoba naprawdę chce pomóc? Podzielić się wiedzą i doświadczeniem? Może widzi, że Ci ciężko, a nie potrafi pomóc inaczej? Chce się jakoś zaangażować, poczuć potrzebna? A może nie zdaje sobie sprawy z tego, że w ten sposób wcale Ci nie pomaga? Że wpędza Cię w złość, frustrację, że czujesz się przez to złą matką? Nieważne. Ważne jest to, jak Ty się z tym czujesz i co z tym zrobisz. Możesz oczywiście cierpliwie przytakiwać, a i tak robić swoje. A możesz też się sprzeciwić. Tylko jak to zrobić, żeby kogoś nie urazić?

Przede wszystkim, Twoim obowiązkiem jest troszczyć się o siebie i o własne dziecko. Nie o uczucia i emocje ludzi, którzy swoimi dobrymi radami naruszają Wasze granice. Naprawdę, nie jesteś odpowiedzialna za dobre samopoczucie wszystkich dookoła. Wiele z osób, które próbują Ci „pomóc” w macierzyństwie, próbuje tak naprawdę zadbać o siebie, a nie o Ciebie. I wtrąca się, bo lubi i ma taką potrzebę, a nie dlatego, że ma dobre intencje. Dlatego nie bój się mówić:

1) Dziękuję za troskę, ale wiem, co robię.

2) Jeśli będę chciała poznać Twoje metody, zapytam o nie.

3) Rozumiem, że chcesz pomóc, ale to moje dziecko.

4) Twoja krytyka wcale mi nie pomaga.

5) Kiedy tak mówisz, czuję się złą matką. Przestań już.

6) To moje dziecko i moje decyzje. Uszanuj je proszę.

7) Znam Twoje zdanie, ale postanowiłam inaczej.

8) Źle się czuję, kiedy mnie ciągle pouczasz. Nie życzę sobie tego.

9) Jestem przytłoczona takimi radami. Odpuść już proszę.

Krótko, stanowczo. Grzecznie, ale bez miejsca na dyskusję.


WSPARCIE, A NIE OCENA. CZYLI JAK MĄDRZE POMAGAĆ?

I zanim ktoś zapyta – to co w takim razie mówić, żeby nikogo nie urazić? Otóż… nie trzeba nic mówić. Nikt z nas nie ma magistra z macierzyństwa, nikt z nas nie jest w tym ekspertem, a nawet, jeśli tak się czuje – nie musi przytłaczać tym innych. Pamiętaj też, że to, co mówią inni, nie świadczy o Tobie, a o nich. O ich własnych metodach, poglądach, potrzebach, oczekiwaniach. One mogą, ale nie muszą być spójne z Twoimi. I o ile nie wszystkie takie dobre rady są z gruntu złe i nie ma się co za każdą obrażać, o tyle naprawdę można wspierać mamy na masę innych, lepszych sposobów.

A wiesz, jakie komunikaty byłyby naprawdę wspierające? Na przykład takie:

1) Wiem, że bycie mamą nie jest łatwe. Świetnie sobie radzisz!

2) Widzę, że to dla Ciebie trudne – potrzebujesz czegoś?

3) Płacz jest okej i złość też jest okej. Masz prawo tak się czuć.

4) Możesz na mnie liczyć.

5) Czy mogę Ci jakoś pomóc?

6) Pamiętaj, że nie jesteś z tym sama.

7) Jestem tutaj, gdybyś mnie potrzebowała.

8) To tylko etap, to minie.

9) To Twoje pierwsze dziecko, wszystkiego się nauczysz.

10) Nie porównuj się z innymi. Jesteś najlepszą mamą dla swojego dziecka.

Jest różnica, prawda? I to o wiele lepsze, niż ciągłe ocenianie, poprawianie i słowa krytyki.

A na koniec tak tylko przypomnę, że najlepsza rada to taka, która jest chciana ;-)


Wpis powstał we współpracy reklamowej z marką Lupilu

Zdjęcia: Tola Piotrowska

Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Maria

Ogromnie dziękuję. W punkt. Zwłaszcza za te rady, co odpowiedzieć.
Bo ostatnio uzurpatorów poprawiania mnie i doradzania coraz więcej, a sił proporcjonalnie mniej. Zwłaszcza, że przy trójce maluchów (2l. i 7msc. – bliźniaki), czas na regenerację jest…no nie ma go prawie wcale.

Nat

Złote rady które często wbijają sztylet w serce, najgorsze jest to ze to robią najcześciej kobiety… Mnie najpierw mówiła ( jedna i ta sama osoba)jak to nie możesz kp, mnie nikt nie pokazywał a teraz co mnie widzi no jak możesz jak bym nie mogła oddać dziecka do żłobka… serce by mi pełno… już kolejny raz, a była proszona o nie komentowanie i nie dawanie rad, to chodzi i mowi ze dam co wszytko jak mam nie bedzie widziała 🤦🏽‍♀️🤦🏽‍♀️🤦🏽‍♀️. Dlatego ja zawsze pytam,( przed dzieckiem w sumie tez tak robiłam) jak sie mam czuje, czy potrzebuje pomocy, nigdy nie… Czytaj więcej »

Ada

ad. punktu 3: moja znajoma ma trzyletnie trojaczki, same chłopaki. Mówię jej: ciebie to pewnie nie pytają „a kiedy drugie, znaczy czwarte”. A ona na to „a idź! oczywiście, że pytają, bo przydałaby się jeszcze dziewczynka”

Martyna

Na koniec dodałabym komentarze typu:” za zimna ją ubierasz, jakie to dziecko jest zmarznięte”. I dziwne, że jakoś dobrze Nam spało i pierwsze 4 lata nawet kaszlu nie miało. 😂🤪