Kogo szokuje Zełenska na okładce „Vogue’a”? Czyli wojna o to, jak siada kobieta

Jak siedzi kobieta? Chciałoby się powiedzieć: jak chce. A jednak zamieszanie wokół zdjęcia Ołeny Zełenskiej na okładce amerykańskiego „Vogue’a” pokazuje, jak wiele jest tu jeszcze do zrobienia. ⁣Kto to przecież widział: kobieta, żona i matka, do tego pierwsza dama – pal licho, że w czasie wojny, że w schronie, że w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Ale żeby tak siedziała na tych schodach w rozkroku?! My wiele zdjęć z Ukrainy znieśliśmy, nawet Buczę znieśliśmy, ale żeby ten rozkrok? No co to, to nie!

Ktoś zapyta: co takiego może się tu ludziom nie podobać? W zdjęciu, wykonanym przez samą Annie Leibovitz i pokazującą Zełenską w tak ludzki i normalny sposób?⁣ Standardowo: wszystko. Zaczynając od stylizacji pierwszej damy, aż po fakt, że w ogóle pozować się ośmieliła. W końcu trwa wojna, więc powinna nie wychodzić z nory (cóż, polska pierwsza dama przyzwyczaiła nas do tego, że i bez wojny za bardzo się nie wychyla, więc standardy może i stąd mamy, jakie mamy), a jak już wyszła, to powinna ruszyć prosto na front – wszak tam żołnierze umierają, a ona tu sobie pozuje.

A ja się bardzo cieszę, że pozuje. Bo tak się tworzy historię.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Vogue (@voguemagazine)


AWANTURA O VOGUE’A, CZYLI O CO SIĘ TAK NAPRAWDĘ KŁÓCIMY?

Zacznijmy jednak od podstaw. Oto dziennikarka Rachel Donadio przyjeżdża do Kijowa, żeby spotkać się tam z parą prezydencką i przeprowadzić wywiad, który ukaże się na łamach wspomnianego czasopisma. Wywiad ten z założenia jest już pewnym ewenementem, bo – jak wiadomo – „Vogue” to pismo o modzie, do tego luksusowej, a wojna akurat nie ma w sobie nic z luksusu. I może nawet wywiad ten nie wywołałby aż takiego poruszenia, gdyby nie zdjęcia, którymi go opatrzono. A już zwłaszcza zdjęcie okładkowe, na którym to Ołena Zełenska siedzi, jak siedzi. I oberwało jej się już chyba za wszystko. Po pierwsze, jakim prawem pozuje, zamiast walczyć, kiedy tam, na ulicach, giną Ukraińcy? Śmiem twierdzić, że takim prawem, że jest pierwszą damą i jej rola jest zgoła inna niż rola szeregowego żołnierza. Tych są tysiące, za to Zełenska – jedna. To nie jest już tylko pierwsza lepsza kobieta. To symbol. To wierna i nieustraszona żona, matka, w końcu – Ukrainka – która nie opuściła ani męża, ani ojczyzny, choć z pewnością mogła.

Pamiętacie słynne słowa Zełenskiego, że potrzebuje amunicji, a nie podwózki? I on, i jego żona i dzieci mogli być już dawno poza granicami kraju, cali i bezpieczni. A jednak zostali. I nie, pierwsza dama odpowiada nie za noszenie broni, ale za morale swojego narodu. Jej zauważalna obecność, trwanie przy mężu i przy Ukrainie jest dla mnie zapewnieniem: „jestem tu, bo też wierzę, że to przetrwamy”. I to dlatego Zełenska już teraz, z tą okładką, jest dla mnie przepięknym, autentycznym i wzruszającym symbolem: miłości, wierności, determinacji i siły. Ta fryzura, rozmazany makijaż, podwinięte rękawy i rozpięta koszula, w końcu ten „męski” rozkrok – to wszystko jest tu spójne, kompletne.⁣


KODEKS UKŁADANIA NÓG PODCZAS WOJNY – KTOŚ, COŚ?

Zatrzymajmy się na chwilę nad tym rozkrokiem. Czy on naprawdę ma prawo oburzać czy gorszyć? To zdjęcie jest wyzute z seksualnych podtekstów. Nie ma szczucia golizną, nie ma nawet seksownej sukienki czy podkreślonych czerwoną szminką ust. Przeciwnie, jest zwyczajna kobieta, w długich, czarnych spodniach, w butach na płaskim obcasie. Co tu może gorszyć? A już na zarzuty o tym, że to niekobiece, nieeleganckie czy niezgodne z etykietą, ogarnia mnie pusty śmiech i jedyne, co mam ochotę powiedzieć, to: „halo, ale to jest wojna”! Wojna też jest niezgodna z etykietą. Mordowanie jest niezgodne z etykietą. I gwałcenie też jest niezgodne z etykietą. Czy nie na tym należałoby się skupić?

I tu wracamy do tego, co padło już we wstępnie, że kobiecie nie wypada tak siadać. Tak, to znaczy jak? Normalnie? Wygodnie? Stosownie do okoliczności? Czy istnieje jakiś kodeks poprawnego siadania w czasach wojny, gdy jest się kobietą i nie chce się kogoś zgorszyć? Bo jeśli tak, to niech ktoś mi powie, jak należy siadać, kiedy od 5 miesięcy bombardują Ci dom. Jak zapleść nogi, kiedy w głowie masz tę zabitą czterolatkę z zespołem Downa? Tę wystającą z ziemi dłoń kobiety z czerwonymi, obdrapanymi paznokciami? Tych wbiegających do szpitala w Mariupolu rodziców z 18-miesięcznym Kiryłłem na rękach, o którym wiesz już, że jednak nie przeżył?

A przecież dla nas ta wojna to właśnie to. Wycinki. Jakieś obrazy, newsy, które przebiły się do nas spośród setek innych. To co musi dziać się w głowie Zełenskiej, która żyje tym na co dzień i siedzi tam, w tym budynku, zaadaptowanym na schron, wysłuchując kolejnych takich historii? I czy naprawdę jedynym, co mamy jej do przekazania w komentarzach, jest: „no ale usiąść to byś mogła inaczej”?


WOJNA JEST KOBIETĄ

„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” – pisała Swiatłana Aleksijewicz. A dla mnie zdjęcie Zełenskiej mówi wyraźnie: wojna jest kobietą. I chwała jej za tę pozę. Za ten rozkrok, wyrażający pewność siebie, normalność i naturalność. Tak, tak też siadają kobiety, Zełenska naprawdę nie dokonuje tu Bóg wie jak przełomowego gestu. To, że niektórzy z nas wciąż śnią mokre sny o nogach Sharon Stone nie znaczy jeszcze, że wszystkie kobiety tak właśnie siadają. Nie siadamy też jak pensjonarki, które potulnie przyciskają kolanka do siebie, byle nie gorszyć i nie zająć ani centymetra więcej miejsca, niż trzeba. Swoją drogą, brawa dla człowieka, który napisał, że kobieta siedząca w rozkroku to jak zaproszenie na gwałt. Mam nadzieję, że nigdy w życiu nie wpisze w Google hasła „szpagat”.

Wracając jednak do Zełenskiej: to zdjęcie nie mogłoby być ani lepsze, ani bardziej wymowne. Oto mamy tu rzeczywiście gwałt, ale na dobrze nam znanej estetyce kolorowych magazynów. Tu nie pozuje profesjonalna modelka, nie ma typowych dla Photoshopa upiększeń, ba – nie ma nawet typowo modowej stylizacji, makijażu, fryzury. Jest człowiek. Kobieta, którą zastała wojna i która nie boi się patrzeć światu prosto w oczy. Dla mnie to spojrzenie, które woła: „Hej, widzę Was. Wy też spójrzcie na nas”. A może to właśnie tu czujemy dyskomfort? W tym, że Zełenska bez cienia strachu, wstydu czy zakłopotania patrzy nam prosto w oczy? W te oczy, które przecież coraz częściej już odwracamy. Już nie chcemy kolejnych newsów, zdjęć, kolejnej Buczy. Owszem, raz na kilka tygodni dajemy się zszokować kolejnej historii, ale wszystkie zdjęcia z tej wojny zaczynają wyglądać dla nas tak samo.


HALO, WOJNA TAK NIE WYGLĄDA!

I tu dochodzimy do kolejnego problemu, jakim jest przekroczenie granic. I to jest dokładnie to, co nas tu uwiera. ⁣Przecież miejsce wojny jest na portalach informacyjnych. W dziennikach, pismach politycznych i gospodarczych, ale – na litość boską – nie na okładce magazynu o modzie! Kto to widział, żeby ta wojna tak się nam panoszyła? To jak to, człowiek gdzie nie spojrzy, tam ma patrzeć na wojnę? Przecież taki świat nigdy już nie będzie wygodny, ładny, bezpieczny!

No nie będzie. „Vogue” udowodnił tą sesją, że Rubikon został już przekroczony. To, co znane, lubiane, piękne i estetyczne, ustąpiło miejsca wojnie, brudowi, niebezpieczeństwu i śmierci. Przyjrzyjcie się tej okładce. Zełenska ma tak zjawiskową urodę, że nawet w tych okolicznościach wygląda posągowo. Ale na jakim tle ona pozuje? Za nią są przecież worki z piaskiem, wspierające kolumny, żeby budynek tak łatwo nie runął. To wszystko nie daje zapomnieć o tym, że tam dzieje się wojna. Nie trzeba czytać wywiadu, żeby z samego tego zdjęcia wyciągnąć dość dużo. I tak, ono ma prawo nas drażnić. Ale nie oszukujmy się, że robi to rozkrok Zełenskiej, niezgodny z etykietą. Drażni nas to, że pokazuje nam wojnę. Tę, od której tak skutecznie nauczyliśmy się już odwracać wzrok.


WSZYSTKIE CHWYTY DOZWOLONE

I zanim ktoś oburzy się, że to granie na emocjach i „czego to jeszcze ludzie nie wymyślą”. To przypominam: to jest wojna. I Ukrainie niczego dzisiaj tak nie potrzeba, jak właśnie tego rozgłosu. Tego, by ludzie wiedzieli. By pamiętali. By nie przestali wysyłać jedzenia, leków i broni. Oni już wiedzą, że milczenie równa się śmierć. Zwłaszcza, że – nie oszukujmy się – Ukraina nie ma w sobie nic atrakcyjnego. Nic poza… Zełenskimi. To w tym momencie ich najmocniejsza karta i chwała im za to, że wiedzą, żeby właśnie teraz nią grać. Przecież dla wielu ludzi Zachodu Ukraina to jakiś dziki kraj, o istnieniu którego za bardzo nie mieli nawet pojęcia. Może kojarzą kolory flagi, ale co poza tym? Żadnych znanych celebrytów, aktorów, pisarzy, muzyków, sportowców. Żadnych oszałamiających miejsc, w które latałoby się na wakacje. Raczej bieda i nic specjalnego, prawda? Okrutne, ale w głowach wielu ludzi wciąż przerażająco prawdziwe. Komu tu zatem współczuć? Z kim się solidaryzować?

I można się oburzać, że robienie wojennego PR-u jest nieetyczne, ale znów: to jest wojna. To ma być skuteczne. I akurat co jak co, ale para prezydencka to się Ukrainie udała. Świat pokochał Wołodymyra i Ołenę Zełenskich tak samo, jak wcześniej zrobili to Ukraińcy. On – najpierw komik, później polityk, zdobywał przecież serca ludzi już lata temu, udzielając głosu ukraińskiemu Misiowi Paddingtonowi i biorąc udział w tamtejszym „Tańcu z Gwiazdami”, który przecież wygrał. To są takie smaczki, które Zachód kocha. Ona – stojąca trochę w jego cieniu, ale obecna, kochająca, wspierająca i piękna. Matka ich dwójki dzieci, odważna i waleczna, która emocje ma wypisane przecież na twarzy. Ich miłość, partnerstwo, ta siła i opiekuńczość, płynąca ze zdjęć, to nie tylko to, czego potrzebują dziś Ukraińcy, żeby czuć, że są w dobrych rękach. To też to, czego potrzebują, żeby świat ich zauważył. Żeby zobaczył, że ta Ukraina to nie tylko jakiś tam teren, który Putin chce podbić, ale że to ludzie, tacy jak Ty czy ja. I „Vogue” zjawiskowo im w tym pomaga.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Vogue (@voguemagazine)


WOJNA W SOCIAL MEDIACH, CZYLI #SITLIKEAGIRL

Być może słyszeliście już o akcji #sitlikeagirl czy #sitlikealady – pod tymi hasztagami w mediach społecznościowych znajdziecie już tysiące zdjęć innych kobiet, które w geście solidarności siadają tak, jak Zełenska. Ktoś powie: „pfff, kolejna akcja, która nic nie da”. Otóż da. Da rozgłos, a ten jest dzisiaj bezcenny. Zastanówcie się, ile razy słyszeliście o Ukrainie w ciągu ostatnich tygodni i co to konkretnie było. Niewiele, prawda? A tutaj media, Facebook i Instagram wałkują temat od kilku dni. To szansa na to, żeby znów zwrócić nasze oczy w kierunku Ukrainy. A przy okazji przypomnieć, że mamy 2022 rok i czas najwyższy przestań mówić, jak kobieta ma siadać i czego to nam nie wypada.

To zresztą niebywałe, że kiedy jesteś kobietą, ocenie polega absolutnie wszystko. Twój wiek, wygląd, zachowanie, poglądy, wybory, ba – nawet sposób, w jaki siedzisz. Każdy daje sobie prawo do krytyki, wystawienia oceny. Jak to jest w ogóle możliwe? Jakim cudem ktoś może jeszcze sięgać po tak prymitywne narzędzia kontroli? Dlaczego – nawet siadając – mamy zastanawiać się, czy przypadkiem tym kogoś nie gorszymy, nie kusimy, nie łamiemy zasad? Dlaczego niektórym wciąż wydaje się, że kobieta ma być zawsze elegancka, poprawna i poukładana?

I szczerze dziwi mnie, że niektórzy wciąż oczekiwaliby, że Zełenska – mimo sytuacji, w jakiej się znalazła – usiądzie niczym Elżbieta Jaworowicz na swoim krzesełku, z nogami dumnie ciągnącymi się przez cały kadr, zaplecionymi jak warkoczyk. Bo żeby tak siedzieć sobie w rozkroku? Kobiecie nie wypada!⁣

Nie wypada to napadać na drugi kraj. Tak tylko przypominam.

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Aneta Boritzka

Wspaniały tekst i piękny przekaz trafił do mnie mocno! Co wypada, a co nie ❤️❤️❤️

Iwona

A mnie się tam ona podoba. Kobiety niech sobie siedzą jak chcą! ❤️
Chociaż w naszej Polsce chciałoby się jeszcze dodać, że niech siedzą jak chcą póki jeszcze mogą 😏

Natalia

Nic dodać, nic ująć 💪👌👏