Nie będę mówić, że jest dobrze, jeśli wcale nie jest. Zmarszczki vs. kolagen do picia

Jesteś z siebie niezadowolona. Dzisiaj, teraz, w tej chwili. Ale tak samo niezadowolona byłaś też wczoraj. Przedwczoraj. I miesiąc temu, kiedy spojrzałaś zaspana w lustro. A także  dwa miesiące temu, kiedy szykowałaś się na imprezę firmową. No i sześć miesięcy temu, kiedy wybierałaś sukienkę na Waszą pierwszą randkę. Generalnie, niezadowolenie z siebie towarzyszy Ci częściej niż dobry humor, a do tego zdążyłaś oswoić je już tak bardzo, że mogłabyś pomyśleć nad jakimś imieniem dla niego. Bo oczywiście nie robisz nic, ale to nic, żeby pozbyć się go ze swojego życia i znów każdy dzień rozpoczynać i kończyć tym samym, promiennym uśmiechem.

Albert Einstein powiedział kiedyś taką piękną rzecz. Że szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów. A co robimy my? Wiemy, co nam w nas przeszkadza. Mamy wiedzę i środki, żeby się z tym uporać. A zamiast tego… nie robimy nic. Bo może dziś nie jest dobry moment. Bo lepiej zaczynać od jutra, od poniedziałku, od nowego miesiąca. A w ogóle najlepiej to od Nowego Roku. Czyli każda z nas robi wszystko, żeby przesunąć w czasie moment, kiedy wreszcie zacznie być tak naprawdę szczęśliwa.

Tylko… dlaczego? Ja Ci powiem, dlaczego. Bo wciąż nie czujesz się wystarczająco gotowa. Wczoraj nie miałaś siły, dzisiaj nie masz ochoty, jutro masz grafik wypełniony do rana do wieczora, a pojutrze to już w ogóle odpada, bo przyjeżdża do Ciebie na weekend niewidziana od miesięcy siostra. I nie przejmuj się, bo ja robię dokładnie to samo. Codziennie daję sobie milion nowych szans, a gdy tylko licznik dobija do 999 999… jak gdyby nigdy nic, wciskam sobie reset. Cwane, nie?

Nie. Raczej głupie. Bo nikogo nie oszukuję tym mocniej niż siebie.


MOJE CIAŁO, MOJA HISTORIA

Chyba nigdy nie napisałam Wam tu jeszcze wpisu o wszystkich moich kompleksach. Może dlatego, że nie czułam takiej potrzeby, a może dlatego, że specjalnie dużo ich też jakoś nie mam. Kiedyś moim największym kompleksem były pieprzyki, ale z tym akurat dawno już się uporałam. Cellulit? Jest, to jest, po co drążyć temat. Nos? O matko! Gdybym miała tylko więcej odwagi, już dawno poszukałabym kogoś, kto podejmie się operacji. Ale że tej odwagi nie mam, to temat rozwiązuje się sam. Natomiast od kilku dobrych miesięcy coraz częściej łapię się na oglądaniu w lustrze wciąż pogłębiających się zmarszczek.

Żeby nie było – nie mam nic przeciwko zmarszczkom. Pisałam Wam już kiedyś, że ze wszystkich możliwych kompleksów, ten mnie jakoś omija. Może dlatego, że wiem, że to po prostu zapis tego, jak minęło mi życie? Tych wszystkich szczęść i nieszczęść, sukcesów i porażek, wzlotów i upadków? A może dlatego, że zmarszczki mimiczne mam, od kiedy tylko pamiętam? Uwielbiam stroić miny. Marszczyć czoło, kiedy nad czymś myślę, śmiać się, ile tylko wlezie. No ale co innego parę płytkich, słodkich zmarszczek, a co innego rysy na całej twarzy.


AKTYWUJ PIĘKNO OD WEWNĄTRZ

Nie czarujmy się – młodsza nie będę. W tym roku wybiją mi równe 33 lata, więc od dobrych kilku miesięcy stosuję kremy przeciwzmarszczkowe. Na szczęście działają, a skóra wygląda po nich zdrowiej, ale to ciągle nie jest to. Dlatego kilka tygodni temu postanowiłam wspierać je także od wewnątrz. Już dawno szukałam czegoś, co pomoże poprawić stan mojej skóry, ale był jeden zasadniczy problem: niemal każdy suplement diety ma postać ogromnej kapsułki, której zwyczajnie nie przełknę. Ci z Was, którzy są ze mną dłużej, doskonale wiedzą o tym, że od dziecka nie potrafię połykać tabletek. A co dopiero kapsułek, które w mojej wyobraźni urastają do rozmiarów czołgu. Połknąć to? Hello, no nie da się!

Dlatego gdy odezwał się do mnie Doppelherz ze swoim nowym produktem, szczerze zapiszczałam z radości. Bo i jego kolagen w płynie to dla mnie wybawienie. Zamknięty w zgrabnych, poręcznych ampułkach, gotowych od razu do picia, bez wpędzających mnie w panikę kapsułek, do tego o owocowym smaku liczi i melona! Znajdziecie go w wybranych aptekach pod nazwą Doppelherz system KOLLAGEN BEAUTY – jedna taka ampułka zawiera 2,5 g bioaktywnych peptydów kolagenowych VERISOL®, których działanie zostało oczywiście potwierdzone badaniami naukowymi. I dziś opowiem Wam, o co w ogóle tu chodzi.

kolagen do piciakolagen do picia


JAK DZIAŁA KOLAGEN DO PICIA?

Kiedy jesteśmy młode, prawie 80 procent naszej skóry składa się z kolagenu, czyli głównego białka tkanki łącznej. Jego najważniejszą cechą jest to, że ma wysoką zdolność gromadzenia wilgoci. Niestety – po 25. roku życia produkcja kolagenu w naszym organizmie zaczyna systematycznie spadać. Przykry skutek to obniżenie zdolności naszej skóry do gromadzenia wilgoci. A tym samym – utrata jej elastyczności. To dlatego z wiekiem coraz łatwiej o zmarszczki – nasza skóra po prostu traci możliwości odpowiedniej regeneracji. Jak więc działa nowy produkt od Doppelherz?

Bioaktywne peptydy kolagenowe VERISOL® to opatentowany i przebadany kolagen. Wpływa on na zmianę elastyczności skóry i głębokość zmarszczek. I nie, to nie jest czarodziejska różdżka, one nie znikają automatycznie – ale stopniowo się wygładzają i przestają być tak bardzo widoczne. Żeby zobaczyć właściwy efekt, kolagen do picia powinno się przyjmować przez co najmniej 3 miesiące. Za mną już pierwszy miesiąc kuracji, a że skóra wydaje się ładniejsza i lepiej nawilżona, na pewno będę ją kontynuować. Zwłaszcza, że wypicie ampułki to zaledwie chwila. No prościej dbać o siebie to już się raczej nie da ;-)


SZCZĘŚCIU TRZEBA DOPOMÓC

Co jeszcze znajdziecie tu w składzie? Witaminę C, która wspomaga produkcję kolagenu i pomaga w ochronie komórek przed stresem oksydacyjnym, witaminę A, biotynę i cynk, które pomagają zachować zdrową skórę, miedź, która wspiera utrzymanie prawidłowej pigmentacji skóry i prawidłowego stanu tkanek łącznych oraz witaminę E, która też działa na stres oksydacyjny. Dodatkowo preparat zawiera też ekstrakt z jagód Acai. Ot, i cały sekret.

Tylko wiecie, co trzeba zrobić, żeby kolagen do picia zadziałał? Trzeba… zacząć go pić! Nie działa, trzymany na półce ani w szufladzie pod biurkiem. Ani tym bardziej wtedy, kiedy ogląda się go na zdjęciach w internecie. Ja niby to wszystko wiedziałam i byłam w tym wszystkim taka douczona i mądra, a jednak to dbanie o skórę przekładałam z dnia na dzień. I wiecie, co Wam powiem? Od samego myślenia o zmarszczkach, żadna z nich jakoś sama nie znika. Dlatego nie będę mówić, że jest dobrze, skoro wcale nie jest. Ale zrobię, co mogę, żeby w końcu było.

Bo szczęściu – także własnemu – trzeba czasem dopomóc. Zwłaszcza, że cudów nie ma – jest za to praca do wykonania. Oraz produkty takie, jak ten, które mają nam w tym pomagać ♥

Wpis powstał we współpracy z marką Doppelherz

Zdjęcia: Martyna Tola Piotrowska

Subscribe
Powiadom o
guest
49 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Ida

Uwielbiam Cię za to, że sobie nie wygładzasz tych zmarszczek w fotoszopie. Zwłaszcza, że pracujesz z fotografem i podejrzewam, że to nie byłby problem <3

Agata

Równie dobrze mogłaby wtedy wrzucić zdjęcia znalezione w internecie ;)

Mery

O, a ja myślałam, że Doppelherz to takie witaminy dla dziadków :D Człowiek uczy się całe życie :D

m ajka

Ja dobijam do 35 – mówisz, że to już ten moment? :)

m ajka

Pozostało się przykryć prześcieradłem i czekać… :P

Asienka

A ja znalazłam sposób na ujędrnienie skóry i na produkcje kolagenu. Sa to kremy z olejem konopnym ( ja mam z http://www.konopiafarmacja.pl za niecałe 28 zł ) koci pazur + MSM. Koci pazur działa rewelacyjnie jako antyoksydant, a MSM wzmocniło w ciągu 3 tyg. moje włosy i paznokcie. Z kolei olej konopny to naturalny filtr UV i mocno regenerujący składnik konopi.Mam niedoczynność tarczycy i ciężko było mi walczyć o zdrowy wygląd dopóki nie odkryłam tych wspaniałości.