Co zaskoczyło mnie w drugiej ciąży? Na przykład to, że może być gorzej

Oglądaliście Harry’ego Pottera? Jeśli tak, to pewnie kojarzycie słynne fasolki wszystkich smaków. Czyli cukierki w kształcie fasolek, o DOSŁOWNIE wszystkich smakach. Jeszcze taka jagoda czy trawa to spoko, ale zgniłe jajo albo woskowina z ucha? No nic przyjemnego. Natomiast cała adrenalina polega na tym, że nigdy nie wiesz, jaka fasolka Ci się trafi. I dokładnie tak samo wygląda sprawa z ciążami. A jaka trafiła mi się moja druga ciąża? No taka, że boki zrywać.

Jaka była moja pierwsza ciąża, to już pewnie wiecie. Jeśli nie wiecie, to odsyłam Was do tekstu, w którym pisałam, że szlag mnie trafia na samo wspomnienie hasła, że ciąża to nie choroba. Oraz do drugiego, w którym dość drastycznie i szczegółowo opisałam swój poród.

Dlaczego w takim razie zdecydowałam się na kolejną? Z kilku ważnych powodów, o których napiszę Wam jednak osobny tekst. Natomiast fakty są, jakie są. Jestem w ciąży, do rozwiązania jest już bliżej niż dalej i dziś spójrzmy na to, co zaskoczyło mnie tym razem. Bo jeśli myślicie, że nic, to zapnijcie pasy.

1. DRUGA CIĄŻA NAPRAWDĘ MOŻE BYĆ GORSZA

Jeśli ktoś myśli, że pierwsza ciąża jest najgorsza, bo wszystko jest nowe, obce i człowiek sam nie wie, czego się może spodziewać, to… Niestety, nie uspokoję. W drugiej ciąży można czuć się naprawdę dużo gorzej (jak ja), mieć powtórkę ze wszystkich wcześniejszych dolegliwości (jak ja), ale w o wiele większym nasileniu (i znowu jak ja). Zapomnijcie więc o micie, że pierwsza ciąża jest najtrudniejsza, a później jakoś to pójdzie. Podszedł to Mojżesz przez rozstąpione morze, a kobieta to się musi jednak wysilić.

2. STRACH MOŻE BYĆ JESZCZE WIĘKSZY

Bo już wiesz, czego się masz bać. I że zwykle intuicja Cię nie myli. Naprawdę, o ile w pierwszej ciąży można długo żyć w błogiej nieświadomości wszystkich tych koszmarnych atrakcji (moja ulubiona: zakrzep żył okołoodbytowych oraz swędzenie i odsłanianie się dziąseł), o tyle w drugiej człowiek już nie ma złudzeń. Wie, co może pójść nie tak i liczy się z tym, że najpewniej jest to kwestia czasu. Oczywiście, nie każda kobieta tak ma. Wiem, że każda z nas jest inna i tak samo inna jest każda ciąża. Mówię tylko i wyłącznie o sobie, a moje zdanie jest takie, że każda kolejna ciąża jeszcze mocniej ssie.

3. PORANNE MDŁOŚCI MOGĄ TRWAĆ CAŁĄ DOBĘ

Już w pierwszej ciąży przekonałam się, że poranne to one są tylko z nazwy. Wtedy zdarzało mi się wymiotować o każdej porze dnia, ale nowością w drugiej ciąży było dla mnie wymiotowanie też o każdej porze nocy. Wyobrażacie sobie wstawać o 3 czy 5 nad ranem tylko po to, żeby zwymiotować? Gdybym nie uznawała tego za niehigieniczne, rozbiłabym sobie bazę w łazience. Oczami wyobraźni widzę już te koce i prześcieradła, rozciągnięte między kiblem a prysznicem. Ach, no i o ile w pierwszej ciąży wymioty przeszły po upływie 12. tygodnia, o tyle druga ciąża przeczołgała mnie tak jeszcze dłużej.

4. PESSAR TO WCALE NIE JEST TAKI WIĘKSZY PIERŚCIONEK

Ja nie wiem, skąd w mojej głowie w ogóle takie wyobrażenie. Już w poprzedniej ciąży miałam problem ze skracającą się szyjką macicy, ale wtedy jakoś szczęśliwie wytrwała do samego końca. Tym razem już tak nie było. Mój lekarz od początku więc ją dokładnie monitorował, a kiedy w 25. tygodniu okazało się, że jest krótsza niż minimalnie bezpieczne 25 mm, od razu założył mi pessar. I chyba żałuję, że wcześniej mi go pokazał. Ja naprawdę myślałam, że to jest wielkości pierścionka – ot, wkłada się to maleństwo jak gdyby nigdy nic i już. A to jest wielkości denka od szklanki! Albo opakowania pudru. No po prostu ogromne! O tym też Wam jeszcze więcej napiszę, ale na pocieszenie dodam, że najważniejsze, że nie boli, a jest przy tym skuteczne.

5. CESARSKIE CIĘCIE TO WCIĄŻ NIE JEST WIZYTA W SPA

Nie powiem, no szkoda. Zwłaszcza, że tyle się o tym mówi. A najwięcej mówią oczywiście ci, którzy cesarskiego cięcia nigdy nie mieli. Ja po pierwszym przebytym i ze skierowaniem na drugie wciąż pakuję do szpitala standardowy zestaw, który jednak nieznacznie różni się od tego, co normalnie zabrałabym ze sobą do spa. Wybór usług też jest dość ograniczony, obsługa nieporównywalnie mniej życzliwa, a do tego trzeba mieć ze sobą nawet własne klapki czy szlafrok. Ja wiem, że po dobrym masażu człowiek też wychodzi konkretnie obolały, ale śmiem jednak twierdzić, że nawet odrobinę nie dorównuje to starej, dobrej, pooperacyjnej pionizacji.

6. MÓZG WYPRZE WSZYSTKO

I to jest dla mnie hit. Ja naprawdę nie pamiętam całej masy tych wszystkich strasznych rzeczy, które mi się dzieją, a na które mój Paweł przewraca tylko oczami i mówi: „w pierwszej ciąży też tak miałaś”. A u mnie nic, pustka! I chyba na tym polega cała magia. Gdyby mózg nie wypierał tych wszystkich traumatycznych doświadczeń z pierwszej ciąży, to mam niemałe wrażenie, że znakomita większość kobiet na drugą ciążę zwyczajnie by się już nie zdecydowała.

7. NA SORZE TEŻ PRACUJĄ LUDZIE

Bo co to za ciąża bez nagłej wizyty na izbie przyjęć, nie? No więc w pierwszej ciąży miałam wybitnego pecha, bo już w pierwszych tygodniach zaliczyłam krwawienie, które przyjmująca mnie w szpitalu na Karowej pani doktor skomentowała mniej więcej takimi słowami: „Zobaczymy, co tam się dzieje. Ale w razie czego, to do rana i tak nic z tym nie zrobimy”. W sensie: jeśli właśnie ronisz, to trudno, ewentualnie posprzątamy to rano. A kiedy okazało się, że jednak to tylko krwiak i mogę wracać do domu, usłyszałam, że mam nie wracać bez potrzeby, no chyba że „krew zacznie mi lać się po nogach”. Tym razem z okropnym bólem brzucha pojechaliśmy na Madalińskiego i wow. Zostałam potraktowana jak człowiek. Dziwne uczucie. Idzie się przyzwyczaić, nie powiem.

8. WÓZKI DLA DZIECI OBSŁUGUJE SIĘ PENISEM

O tym, jakie dobre rady usłyszałam podczas wybierania wózka, pisałam Wam już pod tym linkiem. Kilkanaście osób twierdziło, że w ogóle nie sposób wybrać wózka, jeśli się nie zna płci dziecka. Kolejnych kilkadziesiąt – że jeśli wózek jest w liście, to wtedy jeszcze może być dla chłopca. Ale jeśli w kwiaty, to wtedy już tylko dla dziewczynki. I to jest dla mnie niemałe zaskoczenie, bo jednak moje dziecko (ani chyba żadne inne) nie będzie obsługiwać wózka ewentualnym penisem. Ba, nawet jego ojciec tego nie robi, choć pewnie technicznie byłoby to jakoś wykonalne.

9. DRUGIE DZIECKO POWINNO MIEĆ WSZYSTKO PO PIERWSZYM

Bo przecież urodziłaś już jedno dziecko i nieważne, że ma obecnie cztery lata. Mogłaś przez te cztery lata trzymać te wszystkie wanienki, hamaczki, bujaczki, ciuszki we wszystkich rozmiarach, sterylizatory do butelek, poduszki do karmienia, no wszystko, ale to absolutnie wszystko, żeby teraz wyciągnąć je po królewsku z tych pudeł i nie narażać ani innych kobiet na niepotrzebne ukłucie zazdrości („niejedna by tak chciała”) ani dziecka na to, że mu się w głowie poprzewraca (pierwszemu się nie poprzewracało, kiedy dostało nowe rzeczy, ale widocznie drugie zawsze jest mniej odporne emocjonalnie). A w ogóle to nasze babki rodziły w kapuście i chowały dzieci przy piecu, więc Ty też nie przesadzaj, zwłaszcza że czeka nas katastrofa klimatyczna i to już będzie taki gwóźdź do trumny naszej planety, ta Twoja cholerna wyprawka.

10. LUDZIE NIGDY NIE PRZESTANĄ DAWAĆ CI DOBRYCH RAD

Jeśli wydaje Wam się, że dobre rady słyszy jedynie pierworódka (to słowo zawsze kładzie mnie na łopatki, zupełnie jak jazda na łyżwach), to… nie. Ja wciąż słyszę, co powinnam, czego nie powinnam, co robię dobrze (bardzo mało rzeczy), a co jednak źle (bardzo dużo rzeczy). Już się nie mogę doczekać porodu i pierwszych spacerów – będę nosić ze sobą notesik i odhaczać liczbę osób, pytających mnie:

a) jak rodziłam („cesarka? uuu, szkoda…”)

b) czy karmię (nie, głodzę)

c) gdzie to dziecko ma czapeczkę (tam, gdzie jego matka wszystkie dobre rady, tj. w dupie).

Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Marysia

Z dobrych rad, to mam tylko: trzymajcie się zdrowo i życzę, abyście bez komplikacji i szczęśliwie cieszyli się czteroosobową rodziną! Ja wciąż czekam na to wyparcie (już prawie 9 miesięcy od porodu), bo mnie najpierw ciąża przeciorała, teraz mnie ciora depresja poporodowa (zaopiekowana, ale wciąż tu jest) i na samą myśl o kolejnej ciąży mam ataki paniki. O pokaz prowadzenia wózka penisem koniecznie muszę poprosić męża – strzelam, że pewnie nawet całkiem będzie się dało, bo mamy różowiutki Easywalker (trochę przez Ciebie, dzięki, bo sprawdza się bajecznie! i przez śniegi sobie go jedną rączką prowadziłam, trzymając w drugiej dwa kubki… Czytaj więcej »

Beata

Och Asiu, czytam i nie wierzę w nie które punkty, ze nadal są powielane. Mam nadzieję że czujesz się już lepiej a ciąży nic nie zagraża i możesz „spokojnie” oczekiwać terminu. Gdy tak się zastanawiam jak to będzie być w ciąży (bo to jeszcze przede mną) to cieszę się że gdy dzielę się takimi tekstami czy innymi ciekawostkami z moim narzeczonym, wiem że nie ma ochoty uciec i mówi ze będzie mnie wspierał ;) myślę że Paweł daje Ci duże wsparcie i że podwójne macierzyństwo będzie dla was radością i szczęściem ;)

Asia

Solidaryzuję się z pessarem i dolegliwościami… Dla mnie druga ciąża (właściwie to trzecia) to same niespodzianki – począwszy od zdwojonej ilości dzieci w macicy, do przeglądu wszelakich dolegliwości, podczas gdy w pierwszej byłam chodząca reklamą ciąży. I, wstyd się przyznać, ale tak świetnie się czułam że miałam w głowie że ciąża to nie choroba i co te babki tak narzekają. Mam za swoje, choć nie mówiłam tego na głos 🙈