Wyzwiska, upokorzenia, pretensje. Ponad 100 historii o teściowych, od których zrobi Ci się niedobrze

Oto i one. Historie o teściowych, w które aż trudno uwierzyć. Podesłane mi przez czytelniczki, pełne upokorzeń, wyzwisk, pretensji, rozczarowań i zawiedzionych nadziei. Jak się okazuje, powodem konfliktu może być dosłownie wszystko: ślub i brak ślubu, dziecko i brak dziecka, chrzest i brak chrztu. A to zaledwie początek tego, o czym tu przeczytacie. Ostrzegam: lekko nie będzie.

A później odsyłam Was do jeszcze jednego tekstu – o tym, czego kobiety zabraniają swoim partnerom. Zakaz chorowania, odpoczywania, kontaktów z rodziną czy z dzieckiem z poprzedniego związku to jedynie wierzchołek góry lodowej. Całość dostępna jest pod tym linkiem.


HISTORIE O TEŚCIOWYCH:


Mówiła o wnuku „maleństwo”, bo „nie wypada mówić po imieniu, jak nieochrzczony”.


Kazała ubrać perukę do kościoła, szliśmy na ślub, w sierpniu, było 38 stopni, a ja byłam łysa po chemioterapii, więc wstyd.


W moim połogu (emocjonalny wrak) powiedziała, że byłaby w stanie sama wychować wnuka.


Powiedziała, że jeśli nie umiemy wpuścić księdza na kolędę, to nie nadajemy się do adopcji dziecka. Nie chodzimy do kościoła – dlatego nie mamy dzieci. Na stare lata nikt się nami nie zajmie, bo nie mamy dzieci – nie mamy, bo nie możemy.


Zaprosiła swoich znajomych na nasz ślub, bo – jak stwierdziła – to jest jej wesele, bo dała kasę.


W czasie nocy poślubnej weszła do naszego pokoju zapytać, czy mamy magnez, bo ojca skurcz łapie.


Przyszła na nasz ślub cała w bieli. Przywiozła własne ciasta, bo ja zamówiłam u cukiernika, więc złe.


Teściowa stwierdziła, że ona chce wyprawić nam osobne wesele, po swojemu.


Mówiła mojemu mężowi, że niepotrzebna mu chora dziewczyna, bo się będzie musiał nią zajmować. Chorowałam na raka jajnika.


Przez rok po ślubie „żartowała” opowiadając, że „straciła syna”.


Teściowa wygania mnie z domu, który przepisała ponad 30 lat temu na mojego męża (swojego syna).


Mój facet jest leczącym się alkoholikiem, teściowa przywiozła nam torbę mocnych alkoholi.


Obraziła się, bo idę do pracy, zamiast siedzieć z dziećmi.


Cytat: „Mój syn zawsze był skromny, ale teraz to już przesadził”. Czytaj: wybrał mnie.


Po kryjomu pisała listy z byłą dziewczyną mojego narzeczonego.


Mówi do mnie całe życie imieniem drugiej synowej, tej „lepszej”.


Upiera się na ochrzczenie naszego syna. Sama do kościoła nie chodzi, ale co ludzie powiedzą.


Teściowa: gotujesz rosół w za małym garnku, nie chodź po mieszkaniu boso, bo jak masz grzybicę, to się inni zarażą.


Mama mojego byłego poradziła mu, żeby nie szedł ze mną na pogrzeb mojej mamy, bo to będzie dla niego za duże przeżycie… Nie poszedł.


Stwierdziła, że mój mąż ma raka, bo nie spędzał wystarczająco czasu z mamą (1500 km), a karma wraca.


Nazywała mnie imieniem byłej dziewczyny swojego syna.


Zrobiła pranie, o które jej nikt nie prosił i wyprała wełniany sweter za 700 zł (skurczył się).


Byliśmy umówieni u księdza na wyznaczenie daty ślubu. Moja teściowa poszła dzień przed do niego i zrobiła to sama.


Na info, że odstawiam antykoncepcję, bo guz na wątrobie, rzuciła do syna: żeby Cię na dziecko nie wzięła.


Oświadczyła mi, że moja córka nie będzie moją rodziną, ponieważ będzie nosiła jej nazwisko. A mój mąż usłyszał, że to przez małżeństwa jego i jego brata dostała raka, bo stres.


Na wieść o ciąży i pokazaniu jej pierwszego USG zapytała skrzywiona, czy coś tam jest.


Od początku zaznaczamy, że chcemy mieszkać osobno i być niezależni. Uparła się, że na działce, którą kupi, wybuduje dwa domy – jeden dla nich i drugi dla nas.


Wręczyła mi jako prezent stertę jej używanych bluzek z czasów, kiedy ona była „dużo grubsza”.


Po zamieszkaniu razem powiedziała, że zabrałam jej syna bez jej zgody.


Nie mieliśmy poprawin, wesele było jednodniowe, od razu jechaliśmy na wakacje – teściowa chciała moją suknię ślubną, żeby powiesić na drzwiach, bo ona u siebie w domu robi nam poprawiny i wszystkich zapraszała. Tak, bez nas.


Po 4 latach starania się o dziecko zaszłam w ciążę. Spytała męża, czy jest pewny, że to jego dziecko.


Po ślubie umieściła w ramce moje zdjęcie ślubne solo i mówiła, że „musi się oswoić”.


Po 20 latach znajomości, w tym 10 małżeństwa, niby myliła moje imię.


16 dni po porodzie, w wigilię, przy stole, zakomunikowała mi, że teraz to już mi ten brzuch zostanie.


Byłam krótko po trzecim porodzie, powiedziała, że wyglądam, jakby mnie pociąg pie*dolnął.


Przyszła z grypą jelitową do 6-tygodniowej wnuczki, która wyszła ze szpitala po RSV. Nie widziała w tym problemu, chociaż mówiłam, że jesteśmy przed szczepieniami.


Opowiadała sąsiadkom, że do niczego się nie nadaję, bo nie urodziłam dziecka (leczymy się).


Przyniosła Biblię, jak tylko się poznaliśmy, żebyśmy nie poszli ze sobą do łóżka.


Zarezerwowała nam mszę na ślub w kościele bez pytania nas (nie w tym, co chcieliśmy i na inną godzinę).


W dzień zapoznania zapytała, czy sprzątam i gotuję, bo on nie potrzebuje więcej roboty.


Gdy wybraliśmy innego DJ-a niż ona chciała, powiedziała, że nie przyjdzie na ślub. Cytuję: „Ch*j nie zagra i koniec”.


Wmawiała mężowi, że trzeba było sobie wziąć dziewczynę ze wsi, a nie z miasta.


W dzień zapoznania powiedziała, że mam się do niego nie przyzwyczajać, bo i tak zrobi wszystko, żeby się przeprowadził do jej miejscowości.


Stwierdziła, że co ze mnie za kobieta, bo tylko jedno dziecko wypierdziałam.


Miałam robić zaproszenia sama, a tu teściowa dzwoni i mówi, że dla swoich gości ona kupi…


Była teściowa namawiała mojego ex do rozstania ze mną, bo miałam 150 cm wzrostu i ważyłam 40 kg. I padały teksty, że całe życie będzie musiał na mnie robić, bo z takim wyglądem to do pracy mnie nawet nie przyjmą, dziecka mu nie dam, itp. Rodziców nie mam, to też z psychiką pewnie mam coś nie tak.


Gdy dowiedziała się, że jestem w ciąży, wydzwaniała do mojego męża, że może to nie jego dziecko.


Ma pretensje o niechrzczenie dziecka (którego jeszcze nie ma).


Każdą czynność zrobioną przeze mnie porównuje do byłej mojego faceta, bo była lepsza.


Tydzień po cesarce i traumatycznym porodzie spytała, kiedy drugie, bo co to za dziecko bez rodzeństwa.


Wiecznie kontra przy dziecku na wszystko, co ja powiem. Ja nie pozwalam, ona: „U babci może”.


Na chrzciny naszego dziecka pozamawiała jedzenie, nic nam o tym nie mówiąc.


Poprawiała fotografa na weselu, bo ona wie lepiej, chciała robić zdjęcia tyłem do światła.


Mama ex kazała mu zabronić mi przekłucia nosa, bo nie będę obwieszona metalem chodziła.


Teściowa kazała mi wracać do pracy dwa tygodnie po porodzie.


Moja teściowa mi wmówiła, że dzieci mają odstające uszy po mnie. Żadne z nas nie ma odstających uszu. To znaczy tak mi się wydawało, bo udało jej się wmówić mi kompleksy.


Nie chciałam ozdób na samochodzie do ślubu, sama je kupiła i prosiła moją przyjaciółkę, żeby je założyła, jak będę na makijażu. Powiedziałam, że nie wsiądę do takiego samochodu.


Dwa dni po tym, jak urodziłam pierwsze dziecko, przyszła do mnie z żądaniem załatwienia OC na auto…


Dawała mi „w prezencie” swoje zniszczone rzeczy.


Oddałam 30 cm włosów na Rak’n’Roll, a ona: co ja zrobiłam, piszą że nie wolno w ciąży ścinać włosów, to ty tego nie wiesz?


Mimo tego, że nie chcemy mieć dzieci (ja i narzeczony), przy każdej okazji podkreśla, że chce mieć wnuka…


Powiedziała, że jestem zboczona, bo karmiłam piersią 1,5-roczną córeczkę.


Staraliśmy się o dziecko lata z poronieniami, zabiegami, leczeniem. Kiedy pojawił się Mały, stwierdziła, że wcale się długo nie staraliśmy i nie ma co przesadzać. I co to za problem zajść w ciążę, co ze mną nie tak, że ciąży nie utrzymuję.


Wymeldowała męża, gdy staraliśmy się o kredyt…


Przed wyjściem ze szpitala po porodzie groziła pomocą społeczną, bo nie umiem zająć się dzieckiem.


Przekonała mojego ex męża, że powinien mnie i naszą dopiero urodzoną córkę zostawić, bo jest za młody na bycie mężem i ojcem w wieku 26 lat.


Robiła awantury o to, że nakładam obiadu po równo, zamiast mężczyźnie więcej.


Na wiadomość, że się zaręczyliśmy, odpowiedziała tylko „no to trudno”.


Namawiała szefa syna, by dawał mu więcej pracy, bo wtedy mniej czasu będzie ze mną.


Przyjechała w dzień, kiedy mąż przywiózł mnie do domu z porodówki. Chcieliśmy być sami…


Przyszła na ślub cywilny ubrana na czarno i w okularach przeciwsłonecznych.


Powiedziała, że zabierze nam dziecko i będzie je wychowywać, bo jesteśmy gówniarzami (25 lat).


„Skoro nie macie dzieci, to na pewno jesteś chora, mój syn nie”! Boli do dziś.


Jak mój mąż się do mnie wyprowadził, powiedziała mu, że wbija jej gwóźdź do trumny.


Narzeczony powiedział, że się oświadczył. Bez gratulacji, pierwsze pytanie: kiedy intercyza.


W czasie pierwszego tańca złapała teścia i wkroczyła na parkiet tańczyć obok nas.


W dzień porodu przyszła w odwiedziny, prosiłam, by przez tydzień nikt nie przychodził.


Nie zwraca się bezpośrednio do mnie. Mówi w eter, albo do mojego partnera, a jej syna.


Bez pytania obcięła część warkocza mojej córce… Nigdy jej wcześniej nie podcinałam włosów.


Wyzwała mnie hołotą do spałowania przez ZOMO w nawiązaniu do chodzenia na protesty antyaborcyjne.


Obraża się, jak jej syn ugotuje mi obiad, bo to nie rola dla faceta.


Wolałaby, żebym zaszła w ciążę przed ślubem, bo wiedziałaby, że mogę mieć dzieci.


Napisała mi sms: „wstydziłaby się”, kiedy mój narzeczony nocował u mnie.


Kiedy mieliśmy już ślub i syna, namawiała męża na powrót do jego byłej dziewczyny.


Na wieść o ciąży skwitowała: „No trudno”.


Gdy w ciąży okazało się, że będziemy mieli córkę, powiedziała, że syn na pewno jest zawiedziony.


Jak zaszłam w pierwszą ciążę, po prawie 6 latach starań, stwierdziła, że wcześniej nie zasługiwaliśmy na dziecko.


Moja teściowa nawet nie wie, że jestem z jej córką. Nie akceptuje tego. Związek dwóch kobiet.


Dzień po porodzie odwiedziła mnie w szpitalu i powiedziała: „Ale brzuch to Ci jeszcze został”.


Pisze/dzwoni do męża „poinformować”, że od 15 minut nie oddzwaniam/nie odpisuję.


Choruję przewlekle, przez co bardzo kręci mi się w głowie i jestem zmęczona. Kiedy powiedziałam narzeczonemu, że źle się czuję, „w żarcie” powiedziała: „No paniusia jest zmęczona…”


Na siłę budziła mi noworodka (mimo zakazów), bo ona nie chce, żeby ciągle spał.


Co roku daje mi w prezencie ciuch z komentarzem, że na pewno będzie za małe.


Powiedziała, że albo weźmiemy ślub kościelny, albo ona na cywilny nie przyjdzie, bo wiara jej nie pozwala.


Ślub musi być kościelny, bo ona cywilnego nie zaakceptuje i kropka.


Po usunięciu 9-tygodniowej, obumarłej ciąży, powiedziała, że powinnam zrobić pogrzeb, bo tak wszystko pójdzie do bakutilu (utylizacja padłych zwierząt).


Poczęstowała tylko swojego syna ciastkami podczas wizyty, a mnie powiedziała, że „już Ci wystarczy”.


Chciała wypisać lewe certyfikaty covidowe i się obraziła, że odmówiliśmy.


Zrobiła wielką dramę, że wesele na luzie z ogniskiem, bo to „wstyd na wsi”.


Na wieść, że jesteśmy w ciąży zapytała, czy to wpadka, czy planowane.


Nie chrzcimy córki. Stwierdziła, że jak przyjedziemy, to sama weźmie pod pachę i pójdzie ochrzcić.


Zadzwoniła do mojej mamy mówiąc, że jestem porąbana, bo idę na strajk kobiet.


Powiedziała, że brzuch mnie boli, bo dostałąm okres. „To dobrze, że dostałaś”.


Poprosiła, aby ugotować sporo dań na święta, po czym ich nie podała.


Bez zaproszenia przyjechała do domu 30 minut po tym, jak wróciłam ze szpitala z dzieckiem.


Powiedziała, że mamy nie brać ślubu, bo to najgorsze, co może się przytrafić jej synowi.


Po powrocie do domu ze szpitala po porodzie: „Ale ten brzuch to chyba zrzucisz”!


Nazwała mnie dwa razy z rzędu imieniem byłej jej syna, z którą kazała mu się rozstać.


Miałam 28 lat, jak zaszłam w ciążę, byliśmy 5 lat wspólnie, a ona zapytała, czy nie mogliśmy zaczekać.


Zabroniła korzystać z toalety u siebie w mieszkaniu, bo to jej śmierdzi (ma łazienkę z oknem).


Rozpłakała się z nerwów, że nie prasuję mężowi koszulek i że on w takich chodzi do pracy…


Chciała, żebym się dla niej ochrzciła.


Przyjechała ze swoim jedzeniem na wesele. Godzinę przed ślubem latała po hotelu i wszystkim zawracała gitarę, żeby „podgrzali

jej gołąbki”.


Wpadała w płacz i „umierała” na serce za każdym razem, kiedy coś było nie po jej myśli.


Spytała się, jak wyglądają procedury w przypadku poronienia (byłam w 24. tygodniu ciąży).


Tydzień po porodzie zapytała, czy mam tam jeszcze drugie. Wyszłam i popłakałam się.


Raz przyszła i zaczęła bić pięściami mojego psa, bo „siedział na kanapie, a psa miejsce jest w budzie”. Mojej kanapie. Którą ja

kupiłam. Za swoje pieniądze. Mojego psa.


Gdy długo nie wracamy wieczorem, a u niej śpimy, dzwoni i pyta, czy wiemy, która godzina.


Jak urodziła się pierwsza córka, to przyszła do szpitala i powiedziała: „jaka brzydka”.


Nie jem na mięsa. Teściowa zaprasza nas na weekend, a ja słyszę: „To co sobie ugotujesz”?


Jestem osobą z niepełnosprawnością. Niedoszła teściowa nie chciała, by chłopak się pokazywał ze mną publicznie.


Nie teściowa, ale mama mojego byłego. Skłoniła go, żeby mnie zostawił 3 tygodnie po poronieniu.


Opowiadała w rodzinie, że głodzimy nasze dzieci, bo są szczupłe, a powinny być grube = zdrowe.


Potrafiła powiedzieć mojemu niespełna 2-letniemu dziecku: „Mama Cię nie kocha”.


Udostępnia na Facebooku zdjęcia mojego dziecka bez mojej zgody. Mimo zwracania jej uwagi robi to nadal.


Po swoim remoncie powiedziała do mnie, że jej WC ma udźwig do 100 kg i wymownie na mnie spojrzała…


Kazała mężowi zbadać moje „chude” mleko.


Gdy nagle zmarł mój tata, przyjechała do nas i zapytała się mnie, czy jej synek ma w co się ubrać.


Powiedziała mi, że nie mam nic do powiedzenia, bo jestem tylko kobietą.


Powiedziała całej rodzinie, że nadal jestem narzeczoną, bo nie uznała naszego ślubu cywilnego…


Nazwała mnie garkotłukiem i lebiodą, bo pracowałam jako kelnerka.


Moja teściowa, gdy nie zgodziliśmy się na „jej” listę gości weselnych, powiedziała, że ona mi się w moich gości nie wpie*dalała, więc ja mam nie wpie*dalać się w jej.


Powiedziała, że na wesele znajomej powinnam pójść w spodniach, bo ostatnio przytyłam i w sukience wyglądam źle… Nosiłam wtedy rozmiar 36.


Wiedziała, że jestem w ciąży, bo śmietnik przetrzepała, że nie ma tamponów i podpasek.


Wzięła urlop i zaplanowała przyjazd w terminie mojego porodu, nie pytając w ogóle. Po daniu jej do wiadomości, że nie ma opcji, zwyzywała mnie mężowi przez telefon.


Jak urodziłam, weszła na porodówkę, trzymała synka wcześniej niż mąż. Nikt jej nie zapraszał.


Chcemy małe wesele. Teściowie zaprosili 150 osób.


Matka narzeczonego. Mówimy, że ciąża i ona tekst do mnie: „Np w końcu, bo ile Ty masz lat”.

Miała do mnie pretensje, że „źle wychowuję męża”. Jedyne, co miałam siłę odpowiedzieć, to że jak się tyle lat nie udało, to na co liczy…


Nie była na ślubie, bo „nie będzie patrzeć, jak jej syn sobie życie marnuje”.


Jej reakcją na zaproszenie na ślub było pytanie, czy musi przyjść.


A więcej takich historii znajdziecie na moim profilu na Instagramie pod tym linkiem – chodźcie!

Subscribe
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Iwona

Jezu…

Kamila

Moja potrafiła przy mnie powiedzieć Do drugiej synowej „weź Grzesia samochód ” – samochód jest nasz kupiony za wspólne pieniądze ale widocznie nie mam nic z gadania. Za każdym razem jakzrobię coś nie jak ona chce z krzywą miną tylko „jak uważasz”
Obiady za nią robię dla około 6-8 doroslych osób. Sama a ona potrafi powiedzieć że „ona zarobiła „

Kamila

Kupilismy synkowi fotelik samochodowy jak wyrósł z pierwszego za pieniądze odłożone z chrztu i roczny na co ona z tekstem „tatuś Ci kupił fotelik?”