To prawda. Nie wiesz, ilu osób nie lubisz, dopóki nie musisz wybrać imienia dla swojego dziecka

Pewnie kojarzycie tego mema z napisem: „Nie wiesz, ilu osób nienawidzisz, dopóki nie przyjdzie ten moment, gdy trzeba będzie wybrać imię dla Twojego dziecka”. Może kiedyś bym się z tego tylko śmiała, ale dziś, kiedy mam za sobą jeden ekspresowy wybór imienia dla dziecka nr 1 i naprawdę mozolne próby wymyślenia imienia dla dziecka nr 2, mogę powiedzieć jedno: to serio tak działa.

Oczywiście, więcej w tym śmiechu niż jakiejkolwiek nienawiści. Ale chyba każdy z nas ma jakieś skojarzenia, które niekoniecznie pomagają mu w dokonaniu tego – jak by na to nie patrzeć – dość istotnego wyboru. Bo jeśli na co dzień naprzeciwko naszego biurka siedzi wiecznie plotkująca Bożenka, to czy nazwalibyśmy tak własną córkę? Albo taka Jola, o. Poza tym, że od razu kojarzy Wam się „Jola spod monopola”, to jeszcze przecież pamiętacie, jak w szóstej klasie podstawówki odbiła Wam chłopaka, który co prawda nie wiedział nawet o Waszym istnieniu, ale hipotetycznie mógłby być Wasz.

Gdyby nie ta Jola, rzecz jasna.


WYBÓR IMIENIA DLA DZIECKA? PHI, CO TO DLA NAS!

Czy myślałam, że jestem ponad tym? No pewnie! Zwłaszcza, że wybór imienia dla pierwszego dziecka poszedł nam ekspresowo. Dla niewtajemniczonych: nasz starszy synek ma na imię Staś. Po pierwsze dlatego, że i mój, i Pawła dziadek mieli tak na imię i wydawało nam się to równie dla nas ważne, co sentymentalne. A po drugie dlatego, że uwielbiamy takie stare imiona, a Stanisław wydaje nam się tym najpiękniejszym na świecie. Do tego ile to możliwości odmiany! Staś, Stasio, Stasiu, Staszek, Stasiek, Stanisław. Jedno dziecko, a ile opcji! ;-) Chociaż z tej samej kategorii szalenie podoba mi się też Franek czy Antek.

Problem pojawił się, kiedy dowiedzieliśmy się, że druga będzie córka. Szybko okazało się, że żadne z nas nie ma ani jednego imienia, którego byłoby choć w połowie tak pewne, jak wcześniej tego Stasia. Ja od początku byłam za Jagodą – nie, żeby jakoś wybitnie marzyła mi się przez pół życia, ale imię wydaje mi się urocze, a w razie domowych awantur – z lubością mogłabym wołać za nią Jadźka. Niestety, Paweł nie podzielał mojego entuzjazmu. I choć zaproponował imię, które też gdzieś tam zawsze było i na mojej liście, to nie ma jakoś tego efektu wow, dzięki któremu krzyknęlibyśmy: TAK! Czy zatem jesteśmy tuż przed porodem, a wciąż nie wiemy do końca, jak nazwiemy małą? Wszystko na to wskazuje.

wybór imienia dla dziecka


TYLKO NIE LUSIA

Wracając jednak do głównego tematu: czy były imiona, które odpadły tylko dlatego, że jakoś nam się kojarzą? No pewnie! Mnie pół życia podoba się Sara, ale tak się składa, że jedna z Pawła byłych dziewczyn nazwała już tak swoją córeczkę. Niby nic, nie? A jakoś odbiera ochotę. Klara? No piękne, ale po tym, jak Ania Lewandowska nazwała tak swoją córeczkę, za kilka lat pewnie co druga w piaskownicy będzie mieć tak na imię. Konstancja? Uwielbiam, ale dla nas to jednak ciut za poważne.

Pamiętam, jak moja przyjaciółka chciała nazwać swoją córkę Łucja. Był tylko jeden minus: zdrobnienie. Na samo brzmienie słowa „Lusia” dostawała gęsiej skórki. I absolutnie nie przyjmowała do wiadomości, że ktoś mógłby wołać tak na jej dziecko. Oczywiście, ostrzegaliśmy. Ja, jej mama, jej mąż. Ale nie. Będzie Łucja i będzie dumnie. Aż w końcu mała się urodziła, a moja przyjaciółka, nachylając się nad ukochanym zawiniątkiem jeszcze w szpitalu, zobaczyła przyczepioną karteczkę z imieniem… a jakże, Lusia.

Od tamtej pory Lusia ma na imię Magda.

wybór imienia dla dziecka


WIT, CO SIĘ UGOTOWAŁ W KOTLE

Moja druga przyjaciółka chciała z kolei jak najkrótsze imię, do tego takie bez polskich znaków, żeby jej dziecko miało łatwe i przyjemne życie – także poza granicami PL. Jej pierwszy syn ma na imię Jan, a że podobnie krótkich imion męskich nie ma u nas aż tak znowu wiele, to drugi nazywa się dziś Wit (tak, tak, to słynni Jano i Wito od Wioli Wołoszyn!). Chociaż do dziś pamiętam jej zwątpienie, kiedy sprawdzała etymologię tego imienia i wyczytała na Wikipedii, że „święty Wit został ugotowany w kotle z wrzącym ołowiem, a następnie rzucony dzikim zwierzętom i rozciągany na katowni”. I zupełnie się nie dziwię, że po przyswojeniu tej informacji przez chwilę z mężem zwątpili.

Mam też wśród znajomych mamę, która pierwszą córeczkę nazwała Jagoda (no kocham!), a drugą… Malina. Śliczne imiona, ale jednak dość… owocowe. Nie muszę chyba mówić, że kiedy okazało się, że kolejny będzie syn, robiliśmy zakłady, czy nazwą go Melon, czy może jednak Ananas? Wiecie, tak z totalną sympatią, ale i z uśmiechem. Uprzedzając potencjalne pytania: spokojnie, młody dostał całkiem normalne i ładne, a przy tym zupełnie już nieowocowe imię ;-)

wybór imienia dla dziecka


POWIEDZ MI, JAK NAZWIESZ DZIECKO, A POWIEM CI, KIM JESTEŚ

Jak zatem sami chcielibyśmy nazwać córkę? Autentycznie nie wiemy! Musi pasować do Stasia, ale i do nas. Bo taki Bruno czy Leon brzmią dumnie, ale jednak nasz Stasiek to Stasiek. I w podobnym klimacie chcielibyśmy znaleźć imię dla dziewczynki. Żadne eleganckie Anastazje, Laury, Blanki czy Leonie. Modne ostatnio imiona typu Mia czy Lea? No gdzie! Głównie dlatego, że ważne są dla nas zdrobnienia. A jak wołać Igę czy Idę? Obydwa imiona przepiękne, ale jednak nie dla nas. I chyba znów pójdziemy w klasykę, ale nie na tyle, żeby mała miała nazywać się Maria albo Franciszka.

Ewentualnie posłuchamy tutaj Staszka, który na wieść o siostrze od razu zaproponował, że spośród wszystkich imion dla dziewczynek, najbardziej podobają mu się… Peppa oraz Masza ;-)


Zdjęcia: Tola Piotrowska

Subscribe
Powiadom o
guest
32 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Mar

Mój pierwszy syn też wybierał imię dla drugiego i tak oto jest Leon :)

Magda

Zgadzam się zupełnie z tym wyborem imion – my mieliśmy wybrane imię dla córci Jagna a okazało się ze będzie syn i się zaczęło – za dużo skojarzeń, a tak miał na imię kolega którego nie lubiłam w podstawówce, a tak kolega co odbił mi dziewczynę. Dramat. Ale po wielu miesiącach stanęło na Henryku. I niestety co do zdrobnień się zgodzę imię syna uwielbiam tylko zarzekałam się ze nie będę wołać Henio… i jak się skończyło? Wszyscy wołamy Henio. Uda się dojść do porozumienia. Zobaczycie córkę i będziecie wiedzieć jakie imię pasuje :)

Monika

Może Antonina, Tosia ;-)