Dieta pudełkowa: hit czy kit? Kiedy może Ci pomóc, a kiedy zaczniesz jej nienawidzić?

Jeśli korci Was dieta pudełkowa, to dziś mam dla Was kilka argumentów „za” i „przeciw”. I od razu przejdźmy do konkretów. Lubicie gotować? Ja sam kiedyś za nim nie przepadałem. Nigdy nawet się go nie uczyłem, bo u nas w domu zawsze gotowała mama. Po przejściu na swoje i zamieszkaniu z przyjaciółmi idealnie wpasowałem się więc w rolę warszawskiego słoika, wożąc do stolicy masę jedzenia. Traf chciał, że poznałem Asię, która do kuchni się raczej nie garnie. Sielskie życie się skończyło, trzeba było zakasać rękawy i zacząć coś robić. Na początku bardzo nieudolnie, potem trochę śmielej zacząłem próbować swoich możliwości w kuchni. Wychodziło raz lepiej, raz gorzej, raz w koszu. Z głodu nie pomarliśmy, na SOR nie trafiliśmy – mogę więc chyba odgwizdać mój mały sukces.

Co mnie najbardziej w takim gotowaniu boli? Poza tym, że moje menu jak na razie składa się z kilku zup i raczej szybkich pseudo-chińskich potraw? To czas, którego ono ode mnie wymaga. Nasz tryb pracy i model spędzania dnia zmusza mnie do tego, żeby gotować późnymi wieczorami, kiedy jestem już na skraju przytomności. Na początku było fajnie, bo okazało się, że sprawa mi to sporo przyjemności. Z czasem jednak stało się męczące. Przyjemność zamieniła się w irytację, a mi się zwyczajnie odechciało.

Pewnego słonecznego dnia (pewnie padało, ale wspominam to w bardzo jasnych barwach)  przyszła do mnie Asia i powiedziała, że skoro z niczym nie wyrabiamy, a w lodówce regularnie mamy co najwyżej światło, to może jakimś rozwiązaniem byłaby dieta pudełkowa. Na początku mnie to rozsierdziło, bo wydaje mi się, że pewne rzeczy powinno się robić samemu – szczególnie jedzenie. Potem spojrzałem na rosnącą reję garów w zlewie i rzekłem: dawaj, a co tam. I tym sposobem przeszliśmy trzy miesiące testów. I ja, jako czołowy sceptyk takich rozwiązań, chciałbym podzielić się z Wami moimi wrażeniami.

DIETA PUDEŁKOWA: WRAŻENIA PO 3 MIESIĄCACH

Nie wiem, czy Crocsy są wygodne, ale widząc sceny walki w Lidlu, dochodzę do wniosku, że muszą takie być. Tak samo wygodna jest też dieta pudełkowa. Jedną z jej największych zalet niewątpliwie jest wygoda. Wygoda i oszczędność czasu, którego było nam potrzeba. Nie wiem, czy wiecie, ale zaczęliśmy korzystać z cateringu trzy miesiące przed ślubem (pisaliśmy Wam zresztą o tym już w tym wpisie). Wtedy kiedy Stasiek już swobodnie raczkował, jeździliśmy zapraszać gości, szukaliśmy dekoracji, etc. Jednym słowem: mieliśmy istny sajgon, w którym ostatnią rzeczą, na którą znajdowaliśmy czas, było gotowanie.

Dieta pudełkowa rozwiązywała nam nie raz wiele problemów, zwyczajnie meldując się rano pod drzwiami. A że w tym okresie sporo wyjeżdżaliśmy, to z usług cateringu mogli ucieszyć się także nasi znajomi – wystarczyło, że dzień przed wyjazdem zmieniliśmy adres dostawy, a pudełka magicznie pojawiały się pod ich drzwiami :) Musicie wiedzieć, że dla mnie jest to super opcja. W domu rodzinnym od zawsze szanowało się jedzenie. Tak mi zostało do teraz. Nienawidzę wyrzucać jedzenia. Dzięki możliwości podrzucenia naszych pudełek komu innemu, mieliśmy pewność, że nic się nie zmarnuje. 

ZDROWE I SMACZNE JAK BÓB

Z cateringiem czy bez – warto jest jeść zdrowo. Jako społeczeństwu coraz mocniej doskwiera nam otyłość. Śmiejemy się z grubych Amerykanów, ale u nas też wcale nie jest tak dobrze. To między innymi stąd wzięła się moda na diety fit oraz właśnie na catering dietetyczny. Ten pozwala jeść zdrowo i przede wszystkim regularnie. Każdego dnia otrzymujemy 5 zbilansowanych posiłków. W przypadku naszego cateringu były to dwa śniadania, obiad, podwieczorek i kolacja. W zależności od bilansu kalorycznego, posiłki bywały mniej lub bardziej sycące. Asia korzystała z diety na 1500 kcal, a ja – mając w planie powrót na siłownię – załapałem się na 2000 kcal.

Z jedzeniem jest jak z modą. Często to kwestia gustu i upodobań. Jedni lubią to, inni tego do ust nie wezmą. Ja jestem raczej wszystkożerny. Nie mam problemu z dopasowaniem sobie posiłku. Za to Asia to taki francuski piesek. To nie, tamto be, a tamto to za twarde. Mocno więc się zdziwiłem, kiedy okazało się, że nawet taki niejadek potrafi tak dobrać sobie dietę, że nie chodzi głodny. 

DETOKS DLA CIAŁA I DLA UMYSŁU

Nie wszyscy dostrzegają jedną, niezbyt oczywistą zaletę takiego cateringu. Dzięki regularnemu i zdrowemu odżywianiu zażywamy swoistego detoksu dla naszego ciała. To, że tracimy na wadze, bądź budujemy mięśnie, to jedno. Ale to, że czujemy się „lżejsi”, bardziej energiczni, wypoczęci, lepiej śpimy to zupełnie inna sprawa. Dodatkowo czas, który oszczędzamy na gotowaniu, możemy bardzo fajnie zagospodarować, w sposób taki, aby nasz umysł też coś z tego miał. Dobra książka, wieczorny film z partnerem czy zwyczajne leniwe pójście spać o 21 zrobi nam lepiej niż niejednemu się wydaje. Uwierzcie, po tych trzech miesiącach oboje – mimo dużego natłoku stresu i obowiązków – czuliśmy się lepiej.

WADY DIETY PUDEŁKOWEJ? JEST ICH KILKA

Nie ma jednak róży bez kolców. Dieta pudełkowa  z pozoru może wydawać się idealny i perfekcyjnie skrojony pod nasze potrzeby. Jednak nie ma czegoś takiego jak rozwiazanie idealne. Zawsze znajdą się jakieś mankamenty. Poniżej znajdziecie moją listę wad cateringu dietetycznego:

WADA NR 1: LOGISTYKA

Pamiętajcie, że co rano ktoś obcy musi Wam dostarczyć Wasz posiłek. Musi jakoś dostać się do domu, osiedla czy klatki. Musicie więc dać mu taką możliwość, dając kod dostępu, „pipczyk” do klatki czy zostawić otwartą bramę. Mnie to nie przeszkadza, wychowałem się w domu, w którym na noc nie zamykało się drzwi. Jednak wyobrażam sobie, że dla kogoś to może być problem. PS: w większych miastach posiłki często zamawia się do miejsca pracy i to wiele ułatwia.

WADA NR 2: WIARYGODNOŚĆ

My mieliśmy to szczęście, że korzystaliśmy z dużej, sprawdzonej firmy. Ani razu nie mieliśmy problemów z jedzeniem, które dostaliśmy. Jednak w tamtym czasie nastąpił istny wysyp firm specjalizujących się w cateringu. Wiele z nich korzystało ze składników niepierwszej świeżości. Wiele z nich zostało zamkniętych przez sanepid. Decydując się na dietę pudełkową warto więc sprawdzić dostawcę i nie dać się złapać w pułapkę taniości. Jeśli ktoś obiecuje Wam steki na obiad za kilkanaście złotych dziennie, to coś jest nie tak. Albo jego głową, albo tymi stekami.

WADA NR 3: KWESTIA BYCIA EKO

Żaden ze mnie eko świr. Ani wtedy ani teraz nie popadam w skrajności. Staram się jednak oszczędzić środowisko tam, gdzie mogę. Noszę plecak na zakupy, nie pakuję jednego ogórka w zrywkę, segreguję śmieci. I nie, nie mam przy sobie zawsze bambusowej słomki. Staram się zachować zdrowy rozsądek. Ten niestety wysiadał, kiedy każdego dnia wynosiłem wór pełen 10 opakowań po naszym jedzeniu. I bez tego generujemy średnio jeden worek śmieci na dwa dni. Ten dodatkowy balast to trochę za dużo. Zwyczajnie, ten aspekt kładł cień na największe zalety takiego cateringu. Na szczęście od niedawna są firmy, które biorą od klienta opakowania i w nie pakują jedzenie. Na pewno o niebo bardziej eko, ale czy higienicznie? Ciężko mi ocenić. Tak jak napisałem na początku, nie ma rozwiązań idealnych.

DIETA PUDEŁKOWA: HIT CZY KIT? 

Z ostateczną oceną mam trochę problem, bo jednak brakowało mi gotowania, a przeszkadzały śmieci. I mimo całej sympatii do cateringu, to nie byłbym w stanie być na nim cały czas. Oczywiście, jest smacznie i zdrowo, wygodnie i komfortowo, ale ja chyba zbyt polubiłem stanie przy garach, żeby całkiem z tego zrezygnować.

Wyobrażam sobie jednak sytuację, w której dieta pudełkowa znowu będzie dla nas najlepszym rozwiązaniem. Będzie to sytuacja, w której znowu będziemy mieć straszny deficyt czasu. Ślubu drugiego nie będzie, ale może drugie dziecko? Wtedy widziałbym znowu pudełka pod naszymi drzwiami. No chyba… No chyba, że Asia nauczy się gotować.

.

.

.

,

.

Nie no, dość żartów jak na jeden wpis :D

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kasia

Korzystam z diety pudełkowej raz na jakiś czas. Na przykład kiedy mam dość gotowania, albo za bardzo popłynę z niezdrowym żarciem i robię sobie taki detoks. Ułatwia odchudzanie i daje często możliwość spróbowania dań, których sami byśmy nigdy nie zrobili lub zamówili w restauracji :)

Alicja w swoim świecie

Dla mnie jednak dużą wadą jest cena. Nie ma co się oszukiwać, nawet najtańsze cateringi są znacznie droższe niż gotowanie w domu. Oczywiście nie mam do nikogo pretensji, w końcu w cenie otrzymujemy kilka różnych usług: zaplanowanie jadłospisu, zrobienie zakupów, ugotowanie, dowóz… No ale jednak przeciętnemu człowiekowi daje to po kieszeni. Plus naprawdę nie warto korzystać z tych najtańszych opcji, bo jakość niestety musi kosztować. Po drugie, w pewnym momencie można zacząć tęsknić za samodzielnym decydowaniem o tym, co będziemy jedli. Wiadomo, że nikt nie czyta nam w myślach, w związku z czym nie dostarczy nam tego, na co akurat… Czytaj więcej »